W drugiej połowie października 2011 świat obiegła informacja, że Google rozpocznie blokować informacje od źródle wizyty dla osób zalogowanych. Na forach od razu zawrzało, ponieważ oznacza to nie mniej ni więcej, że w naszym Google Analytics nie zobaczymy słowa kluczowego użytkownika, który trafił na naszą stronę będąc zalogowanym np. do Gmaila.
Nie trzeba chyba tłumaczyć, że wiadomość szczególnie zabolała specjalistów zajmujących się optymalizacją stron internetowych pod wyszukiwarki – zaczęto nawet przepowiadać kres SEO… W poniższym artykule przedstawię, jakie po pewnym czasie my widzimy zmiany w ruchu naszych serwisów oraz co można zrobić w obliczu takiej sytuacji.
Zanim przejdziemy do przyjrzenia się skutkom omawianej zmiany kilka na temat motywacji Googla do wprowadzenia takiego rozwiązania, które na pierwszy rzut oka jest zupełnie bezsensownym (przynajmniej jak dla mnie). Jednak gigant z Mountain View zasłania się bezpieczeństwem użytkowników.
Bezpieczeństwo w tym wypadku to jest „słowo-klucz”:) Google chce, aby informacje na temat użytkowników zalogowanych do usługi były jeszcze bardziej chronione (kodowane) – w końcu w historii nie raz zarzucono Gigantowi zbyt słabą politykę ochrony danych osobowych. Dzieje się to poprzez zastosowania certyfikatu SSL, co dla zalogowanych użytkowników skutkuje przeniesieniem na protokół https (możecie się sami przekonać będąc zalogowanym do konta Google).

Warto zaznaczyć, że przekierowanie NIE następuje jeszcze dla www.google.pl.
Pierwszym i najbardziej widocznym skutkiem wprowadzonych zmian jest pojawienie się w naszych raportach słowa kluczowego not provided. Jeżeli zajrzymy do naszych raportów źródeł ruchu, a szczegółowo do: Źródła odwiedzin > Źródła > Wyszukiwanie > Bezpłatne i w polu filtra wybierzemy not provided, to zauważymy, że zmiana rzeczywiście miała miejsce 19 października.
Kliknij na screen, aby powiększyć
Jak wygląda to z technicznego punktu widzenia? Będąc zalogowanym do produktu Google (nie musi to być Gmail – równie dobrze może to być nasza firmowa poczta, jeżeli korzystamy z Google Apps), po skorzystaniu z wyszukiwarki Google i przejściu na stronę docelową nie mamy informacji o słowie kluczowym, którego użyliśmy. Jest to widoczne (a raczej niewidoczne) w naszym ciasteczku __utmz. Załóżmy, że wpisałem „analityka internetowa” w wyszukiwarce i przeszedłem na stronę www.conversion.pl. Moje ciasteczko zawiera następującą informację.

Jak widać, jest to słowo not provided – to samo, które pojawia się w naszych raportach.
Dla sprawdzenia Googla zrobiłem test i po wylogowaniu się z poczty wykonałem analogiczne czynności. Tym razem wchodząc na witrynę, w ciasteczku __utmz zobaczyłem słowo kluczowe, które wcześniej użyłem w wyszukiwarce.

Oczywiście w przypadaku Google AdWords i ruchu CPC powyższa sytuacja nie ma miejsca – ciekawe dlaczego – jak myślicie?:) W związku z tym, możemymy używać naszych kampanii linków sponsorowanych niejako do testowania słów kluczowych.
W różnych źródłach można znaleźć różne dane na temat tego, w jakim stopniu odczujemy ruch z fraz kluczowych not provided w naszych kontach. Oto kilka screenów z raportów słów kluczowych, a na sam koniec tabela podsumowująca wybrane statystyki odwiedzin z zaszyfrowanymi słowami kluczowymi.



Jak widać, ruch przychodzący za pośrednictwem słowa not provided za każdym razem przyjmuje trend wzrostowy. Oczywiście ma on różny wygląd oraz poziom – uzależniony od udziału ruchu organicznego w całości ruchu w serwisie. Poniższa tabela przedstawia udział słowa kluczowego not provided w całości ruchu pochodzącego z wyszukiwania organicznego.

Jak widać, w żadnym z powyższych serwisów udział słów kluczowych not provided nie przekracza 2% całego ruchu organicznego. Jest to zjawisko pozytywne, lecz pamiętajmy, że słowa kluczowe „ucinane” są tylko dla Google.com. Nie wiemy, co stanie się z ruchem, jeżeli również polska domena wyszukiwarka zostanie przekierowana na bezpieczne połączenie.
Patrząc na witryny zagraniczne np. Avinash Kaushik na swoim blogu odnotował aż 18% udział słowa kluczowego w całości ruchu pochodzącego z wyników organicznych Google (klikając na link zostaniesz przeniesiony do jego artykułu na ten temat). Weźmy jednak pod uwagę, że na zachodzie (zwłaszcza w USA) użytkownicy dużo częściej korzystają z produktów Google, a więc są do nich zalogowaniu surfując w sieci.
Trudno powiedzieć, jak to będzie wyglądało w długim okresie. Obecnie, przy takich udziałach słowa kluczowego not provided nie powinno mieć to wielkiego wpływu na analizy, chociaż wiadomo – na pewno uszczknie nam część informacji o naszym ruchu.
W momencie przekierowania Google.pl na https może nam to konkretnie namieszać – zwłaszcza biorąc pod uwagę udział wyszukiwarki w naszym rynku. Biorąc dodatkowo wszechobecność Googla pod różnymi postaciami (Gmail, Google Apps, Google+), to może się okazać, że proporcja not provided do całości ruchu organicznego może ulec zmianie. Jest to jednak bardzo czarna wizja… bo jak podałem wcześniej przykład bloga Avinasha Kaushika, to przy dużej adopcji produktów Google ruch za pośrednictwem not provided sięga 20%, to podejrzewam, że przy przekierowaniu polskiego Google na https nie osiągniemy takich poziomów:)
Z technicznego punktu widzenia tak naprawdę nie możemy nic z tym zrobić – pozostaje nam pogodzić się z tą sytuacją….
W związku z tym, pozostaje nam kilka rozwiązań:
lub jak proponuje SEOmoz pisać o tym na naszych blogach, fanpageach, Twitterach itp. wyrażając swoje niezadowolenie z tego faktu, a być może Wielki Brat nas posłucha i zmienią swoje podejście:)
Jestem ciekawy, jak u Was wygląda udział not provided w całości organicznego? Czy można już zauważyć jakieś trendy z tym związane?
Jeśli potrzebujesz audytu konfiguracji narzędzi analitycznych (Google Analytics, AT Internet, Adobe Analytics czy Webtrends) lub chcesz rozwijać analitykę internetową wewnątrz organizacji skontaktuj się z Conversion by poznać nasze podejście. Więcej o analityce internetowej dowiesz się pobierając przygotowane przez nas bezpłatne poradniki, raporty oraz case studies.
Historie sukcesów
Ostatnie wpisy na blogu